|

Nierozerwalnie związany z odbywającą się w Zakrzewie Złotowskim od 1993 r. imprezą muzyczną „BLUES EXPRESS” jest przejazd z Poznania do Zakrzewa pociągiem ciągniętym przez lokomotywę „Helenę”. Fani jednego z najstarszych nurtów muzycznych już podczas jazdy mogą delektować się wagonowymi koncertami. Także na stacjach występują zespoły muzyczne, które wprowadzają niepowtarzalną atmosferę i zachęcają pasażerów oraz mieszkańców mijanych miejscowości do wspólnej zabawy.
Jak ten czas leci! To już osiemnasta edycja tej wyjątkowej imprezy. Śladem lat ubiegłych, 17 lipca, w swoją trasę wyruszył przepełniony dźwiękami bluesa pociąg. Jak zwykle na peronach w Poznaniu, Rogoźnie, Chodzieży, Pile, Krajence, Złotowie i Zakrzewie zagrały dla „podróżnych” i lokalnych odbiorców bluesowe kapele. Nim do tego doszło, dzień wcześniej na pilskiej wyspie miała miejsce namiastka sobotniej muzycznej eskapady. Przed, co tu ukrywać, nie najliczniej zgromadzoną publicznością zaprezentowały swój kunszt muzyczno-wokalny trzy kapele. W prologu wystąpił Midnight Travel. Następnie Zydeco Flow, a na zakończenie Obstawa Prezydenta. Ale najważniejsza była sobota, tego bowiem dnia z Poznania do Zakrzewa Złotowskiego wyruszył Blues Express. Zanim koła ciuchci poszły w ruch, na poznańskim peronie pobluesował zespół Jąkpa Blues Band, ze znakomitym Waldkiem Pająkiem. W Rogoźnie wystąpił Zydeco Flow, w Chodzieży – koncertujący w piątek na pilskiej wyspie - Midnight Travel, natomiast w Pile grupa o enigmatycznej nazwie Wielebny Blues band. Podczas eskapady podróżnym, jak zwykle zresztą, uprzyjemniały życie dwa bandy. W Wagonie Muzycznym Za Fcześnie Fstałem, a w WARS-ie Gosia Werbińska & Błażej Pawlina.
Jednak clue muzycznego biesiadowania miało miejsce w zakrzewskim amfiteatrze nad Jeziorem Proboszczowskim. Tam do białego rana, albo jak kto woli do pierwszego piania kura, dla tysięcy sympatyków bluesa zagrali i zaśpiewali: Blues Flowers, HooDoo Band, Boogie Boys, Leszek Cichoński & Workshop Blues band, Kasa Chorych oraz Nadmiar. Kolejny Blus Express zakończył swoją trasę, wpisując się ponownie złotymi zgłoskami do annałów muzycznej historii. Dodaje on szczególnego i jedynego w swoim rodzaju kolorytu terenom przez które przejeżdża i na których się zatrzymuje. Jest ewenementem na skalę światową, która mieściłaby się wyłącznie w sferze marzeń i fantazji, gdyby nie Henryk Szopiński, jego pomysłodawca i spiritus movens. Jak zatem doszło do stworzenia bluesowego expressu? – Blues zawsze kojarzył mi się z pociągami. Stukot kół, ta specyficzna monotonia. Natomiast druga sprawa to taka prozaiczna. Zrodził się pomysł na festiwal, ale jak tutaj do małej miejscowości, do niespełna 2–tysięcznego Zakrzewa przywieźć ludzi. Rowerami, furmankami, skąd, jak to zrobić? A jeszcze trzecia kwestia to wymierająca linia kolejowa, kiedyś tzw. Berlinka, Berlin – Królewiec, na której coraz mniej pociągów w tej chwili jeździ, spowodowało, że pomyśleliśmy żeby ją jakoś uruchomić od nowa. I te trzy rzeczy złożyły się na to, że wymyśliliśmy Blues Express. „Express” od kolei, „blues” od muzyki – uchylił rąbka tajemnicy Henryk Szopiński.




Tekst i fot. Marek Mostowski
|